tytuł

2013/09/03

Co z tą kapustą? - sequel





Hmm..

Okazuje się jednak że po czterech dniach jedzenia colesława ochota na kapustę przechodzi... W tym czasie kapusta oczywiście zaczyna gdzieś tam od środka gnić, przypominać o sobie i tym bardziej do siebie zniechęca...if ju noł lot aj min ;))


Ale ale... mam jeszcze w planach:
1. kapustę pieczoną - zobacz na Pinteresta pod hasłem "roasted cabbage" - jadłaś coś takiego?? Wygląda bosko!

Roasted cabbage with lemon! My mouth is watering!
Via Pinterest via Kalynskitchen.com

Oraz:
2. Kimchi - koreańską kiszoną kapustę pekińską, mega ostrą i kwaśną - jutro dokonuje finalnych zakupów, więc spodziewaj się relacji, może być naprrrawdę ostrrro ;) (i śmierdząco hehe)

PS a gołąbki to są najlepsze u mojej Babci i basta!





2013/09/02

Kurka rurka - czyli zakupy nie w Tesco, a w Lidlu

Uwielbiam Lidla
I Biedronkę
I Real
I Kauflanda w Krnovie

I Alberta w Krnovie. Tak, zwłaszcza Alberta, bo wydają co miesiąc gazetkę z przepisami, która jest cudowna, i ma piękne zdjęcia, i jest po czesku :)) ale, znów nie o tym!!


Miło tak pojechać do jednego sklepu i skomponować sobie kolację, zwłaszcza z fajnych składników.
Dzisiaj w Lidlu znalazłam kurki, kurczaka, śmietankę, pietruszkę i uwaga, hit: świeży makaron pappardelle za 2,99zł. Naprawdę, ciężko znaleźć taki makaron suchy, a ten nie dość, że jest świeży to jeszcze z mąki durum i w fajnej cenie. Porcja dla 3 osób, pomimo, że przed ugotowaniem makaronu wydaje się niewiele. No dobra, dwie osoby też dały radę :)



Przepis też nieskomplikowany, ale podaję do wiadomości:

1 pierś z kurczaka
200g kurek
pół cebuli
śmietanka 30%
natka pietruszki
makaron pappardelle

Na małej ilości oliwy z masłem podsmażyłam cebulkę. Dodałam kurczaka, pokrojonego w kostkę i obtoczonego w soli, pieprzu i oregano. Na koniec dodałam kurki, szczodrze dosoliłam i zalałam śmietanką. Dusiłam do zgęstnienia. A w międzyczasie makaron gotował się, według przepisu na opakowaniu, 3 minuty.

Szybkie i pyszne.


Zapomniałam o jednym ważnym składniku: wino!
Nie, no żartuję, akurat ten przepis nie wymaga dodania wina na żadnym etapie, ale miło wypić coś w trakcie.
(Uwaga, kryptoreklama: Martini Royale naprawdę sprawia, że świat jest piękniejszy! Wystarczą dwa kieliszki ;))

Burgeroza

Nein nein nein!
Muszę od razu w pierwszym zdaniu zaprotestować! Nein burgerom z mięsa! Mięso jest passe!

Jako, że na polu burgerów wegetariańskich poniosłam okrutną porażkę (pierwszy burger z ciecierzycy był o konsystencji ciapy, drugi burgery z ciecierzycy był o smaku przypalonej panierki, trzeciego i następnych już nie będzie > jak przyjedziesz to odwiedzimy Krowarzywa z najlepszymi wege-burgerami w stolicy!) chciałam Ci zaproponować burgera z łososia, wg przepisu Rachel Allen, z książki Food for Living.


Co potrzeba?

200g łososia (porcja z Biedy jest a-ku-rat)(nie żebym tu robiła jakąś reklamę, ale ten ich łosoś jest jednym z moich masthewów ;))
2 łyżeczki zmielonych nasion kolendry
2 łyżki stołowe posiekanej naci kolendry (ostatnio pominęłam, ale wiem, że daje potrawie kopa)
25g startego parmezanu (równie dobrze w tej roli sprawdza się każdy twardy ser, nawet cheddar...tak, tak z Biedy)
75g bułki tartej
sok i skórka z połowy cytryny
50g uprażonych na suchej patelni orzeszków piniowych (oczywiście wersja domowa może zawierać uprażone pestki słonecznika, dyni etc)
1 jajko, zbełtane (brak mi innego określenia w tym momencie, jeżeli masz/znasz ładniejsze daj znać - zrobię edit)
olej/oliwa do smażenia

Zaczynamy od łososia - po oskórowaniu kroję go na kawałki circa 2x2cm, a następnie podsmażam z 2 minuty ze zmielonymi nasionami kolendry, odrobiną soli i pieprzu do smaku. Kolendra w takiej postaci ma dość wyraźny cytrusowy aromat, który zadziwiająco dobrze pasuje do ryby. Podsmażenie ułatwia późniejszą obróbkę łososia.
Po ostygnięciu ryby (wystarczy aby dało się ją wziąć do ręki, nie musi być zimna) mieszam wszystkie składniki, oprócz jajka. Rozbełtane jajko dodaję na końcu i formuję 4 burgery. Zawsze w tym momencie ogarnia mnie rozpacz - cztery?? Jak to?? Tylko cztery?? ;) Następnie smażę burgery na rozsądnej ilości tłuszczu i voila!
Propozycja podania ze zdjęcia to tortilla wypełniona roszponką i papryką (podyktowane to było jedynie zawartością lodówki) i ukochany coleslaw.

PS. Po zrobieniu zdjęcia rozcięłam burgera na pół, rozłożyłam w tortilli wzdłuż i obłożyłam colesławem... nie wyglądało dobrze ale smakowało bosko!

PS2. Błagam, nie idź na skróty i nie rób burgera bez kolendry, naci, skórki z cytryny lub orzeszków piniowych. Przepis jest idealny właśnie dzięki tym składnikom!



Kulinarny fotoblog... czy aby na pewno?

Izoo, ile podjeść robiłaś do bloga? ile razy obiecywałaś sobie, jutro to już na pewno zrobię wpis?
Ja mnóstwo! I za każdym razem, gdy coś pichcę, chwytam za aparat z nadzieją "z tego na pewno będzie materiał na wpis". I dupa! guzik!

I chyba dlatego mój ostatni wpis był rok temu, tuż przed przeprowadzką do nowego mieszkania. Były plany na sesję kuchenną, sesję balkonową, sesję świąteczną - bożonarodzeniową i wielkanocną... Plan był na każdy sezon, na kwiaty balkonowe, na nowe szczepki, nowe warzywa wprost z doniczki. I co z tego wyszło?
Nie wiem jak Ty, ale ja mam wyrzuty sumienia - okrutne wyrzuty sumienia.

Może w zimie się uda..? Wierzysz w to?

Na pewno pozwolę sobie na małą zmianę formuły, bo chyba coraz mniej siedzę w kuchni, a moje zainteresowania (i wiem, że Twoje też!) nieco się rozrosły. Będzie mniej "kulinarnie" i mniej "foto". Właśnie tak.

Obecnie jestem na etapie poszukiwania stylizacji na ogród zimowy (no może balkon zimowy...) :) Balkon w wersji letniej już za mną - w ostatnią sobotę pozbyłam się krzaczków pomidorowych; wyschniętej tui, która się nie przyjęła; lawendy, która chyba nie polubiła warunków, jakie jej zapewniałam; kocanki, która była piękna, dopóki nie wyjechałam na wakacje i parę innych sezonowych roślinek...
Więcej o tym w następnych wpisach.

Jak chęci dopiszą, to i ja napiszę... :)

2013/09/01

Co z tą kapustą?

Izoo! Kolesław?!
Myślałam, że stać Cię na coś więcej? ;)
Choć w sumie, muszę przynać - zaskoczyłaś mnie. Co prawda spodziewałam się jakiejś tarty... może jakichś nowych przetworów... A tu kolesław! taki pospolity kolesław... 
A wiesz, że ja zawsze myślałam, że się pisze - colesław? :)
Sama wikipedia podaje, że nazwa surówki pochodzi z języka niderlandzkiego od słowa koolsla, które jest skrótem koolsalade (surówka z kapusty).

Ale do rzeczy.
Z czym mi się kojarzy kapusta? Z gołąbkami (trafiłaś w sedno!), bo tylko przy gołąbkach kapusta daje mi w kość. Zawsze się przy niej umorduję, poparzę palce, ochlapię całą kuchnię... Ale gra jest warta zachodu.
Mówiąc szczerze - smaka mi zrobiłaś pisząc o kapuście, bo teraz będą mi po głowie chodzić gołąbki... Takie z młodej kapusty... O takie:



Kolesław Kolesławem, ale i tak najbardziej niedoceniana jest czerwona kapusta, stara poczciwa "modro kapusto". Rzadko kiedy pojawia się na blogach w postaci wykwintnych surówek czy farszów.
Chyba w przyszły weekend zrobię. Jadę do GL to będzie jak znalazł na rodzinny niedzielny obiad. Jak zawsze w dwóch wersjach, na ciepło z ocetem i cebulką oraz na zimno - z majonezem! 

A co z tymi burgerami?! Dawaj przepis na mięso, bo mnie też do burgerów ciągnie, tylko szukam sposobu, by ostatecznie nie wyszła z tego bułka z mielonym. 
Czekam....
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...