tytuł

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jolka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jolka. Pokaż wszystkie posty

2013/10/02

Duma grzybiarza

Izoo, tak zastanawiam się czym mnie jeszcze zaskoczysz... samodzielne grzybobranie? No tego się nie spodziewałam. Mnie osobiście chyba szkoda by było czasu na snucie się po lesie w poszukiwaniu skarbów. Samodzielne grzybobranie, to opcja na pewno tańsza - niestety na placu Imbramowskim ceny niektórych gatunków grzybów mocno przekraczają ceny ryb czy mięsa (sic!) 
Po drugie, takie leśne znalezisko, na pewno przynosi więcej satysfakcji i napawa dumą, zwłaszcza, gdy trafi się całkiem okazały egzemplarz. Taki jak na przykład ten:


Ja niestety nie mam ani możliwości, ani czasu, ani nerwów do takich poszukiwań, więc zwykle udaję się na wspomniany już Plac Imbramowski. Dzięki temu mam już zapasy na wigilię. 

                                    


Podgrzybki i borowiki są już pięknie ususzone. Część zdążyła wysuszyć się na słońcu, część potraktowałam wiatrakiem, by nie zrobaczywiały.

...i kusi mnie, by zrobić risotto z borowikami. Naprawdę. Takie jak w trufli.... Dam radę?
Daję sobie czas do listopada!

Aaa... no i przy suszeniu pomagała mi oczywiście Xena. Obecna wszędzie tam gdzie ciepło - tu akurat ostatnie podrygi słońca....


2013/09/24

Kurki!

Izoo, zmotywowałaś mnie.
W sobotę miałam bardzo konkretny plan - zdobyć kurki.
Nie było to trudne, bo sezon grzybowy w pełni, trochę popadało, słońce czasem przyświeci, więc dostać kurki
w cale nie jest trudno. Piszę "dostać", bo oczywiście, ani mi się śni biegać po lesie w poszukiwaniu grzybów. Dla mnie grzybobranie, to po prostu wyjście na Plac Imbramowski. A tam stosy podgrzybków, borowików - małych, dużych, górskich, i jeszcze kanie, rydze, maślaki, wspomniane już kurki i całe mnóstwo leśnego dobrodziejstwa.



Kurki są piękne i świeże, a to oznacza, że w tygodniu będzie "Tagliatelle w sosie śmietanowym z kurkami
i pietruszką", pewnie jeszcze muffiny z kurkami i na jajecznicę też wystarczy...

...i to wszystko na pewno też na blogu wyląduje. :)



2013/09/22

Muffiny po węgiersku

Dlaczego po węgiersku? bo z papryką i salami - ot cała filozofia - to podstawowe dodatki do muffinów na słono, które ostatnio robiłam po raz pierwszy.
Tak - wstyd się przyznać, ale to mój muffinowy debiut.
Przede wszystkim chciałam przekonać się czy mi wyjdą, czy nie będą za suche, czy wyrosną, czy nie będzie zakalca. Zaczęłam od poszukiwania dobrego przepisu bazowego. Oczywiście wszyscy znajomi mają swoje sprawdzone przepisy i każdy twierdzi, że to właśnie jego przepis będzie najlepszy.
Ja postanowiłam znaleźć i sprawdzić "ten swój".



No i znalazłam! ...i będę go stosować bo jest prosty i szybki w przygotowaniu.

Składniki:
2 szkl. mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g masła, roztopionego, ostudzonego
1 szkl. mleka
1 jajko
1/2 łyżeczki soli (choć ja dałam całą)

Dodatki:
1 papryka czerwona
5 dag salami pepperoni
1/2 cebuli czerwonej
(opcjonalnie) ser pleśniowy typu blue

Przygotowanie jest tak proste, że nie dziwi mnie popularność muffnek i ich obecność w niemalże każdej kawiarni, cukierni i śniadaniowych barach.


Połączyłam składniki, najpierw suche, potem mokre, całość delikatnie przemieszałam. (Podobno im dłużej się miesza, tym słabiej rosną i są mniej puszyste...) Dodatki wsypałam na samym końcu. Dodałam też niebieskiego Lazura, bo chciałam, by smak był intensywny i delikatnie słony.
Muffiny piekłam przez 30 min w temp. 180°
Trochę długo, ale to dlatego, że nie mam jeszcze formy do muffinów. Piekłam je w ceramicznych foremkach, które są większe niż te standardowe.


Wyszło naprawdę smacznie i co najważniejsze, rano nie miałam problemu - "co wziąć do pracy na drugie śniadanie?" Muffiny są w takiej sytuacji niezastąpione. Będę je robić częściej!
A... no i może w kupię sobie odpowiednią formę.

2013/09/16

Smak w książce

Każda szanująca się księgarnia ma regał z tzw. literaturą kulinarną. A w nim stosy Jamiego, Nigielli, rodzimej Grycanki, zestawy kuchni włoskiej, francuskiej, japońskiej, staropolskiej, do tego przetwory na każdą okazję, chleby, ciasta i ciasteczka, dania dla grubych, dania dla chudych i jeszcze całe mnóstwo innych, po które naprawdę nie mam już ochoty sięgać.
Mam wrażenie, że każda jest taka sama. Nic mnie już nie zaskakuje, nie powoduje ślinotoku, nie inspiruje...
Nie oznacza to jednak, że nie zdarzają się perełki... Otóż są i czasem trzeba niestety minąć regał kulinarny szerokim łukiem i poszperać w innych literackich zakamarkach, by trafić na tytuł "Literatura od kuchni" Bogusława Deptuły.



Po tę książkę sięgnęłam, bo... ładnie wygląda. Niestandardowy rozmiar - 19x19cm, okładka, co prawda miękka
i bez obwoluty, lecz pokryta (chyba) folią matową typu soft touch, wewnątrz piękne ryciny Macieja Jędrysika, czcionka - niczym z książek wydawanych tuż po wojnie i w latach 50-tych.
Tyle o formie, a treść? Treść zaskakująca.
Na początek Spis Rzeczy (co od razu sugeruje, że to nie będzie zwykły spis treści), a w nim menu: min. kanonicze, powieściowe, nowelowe, absurdalne, kryminalne, erotyczne...


Sięgam po menu nowelowe - tak na spróbowanie, a tam:

Szatańskie szampany albo bezczelność Gomory
Antoni Czechow, Szampan. Opowieści drapichrusta
I do tego przepis na: Koktajl z krewetek

Wyobraźnia i wnętrzności
Tadeusz Różewicz, Śmierć w starych dekoracjach
a do tego: Groszek z cielęciną Alla Romana

"Przyzwoita kobieta tak rurek z kremem nie je..."
Bohumil Hrabal, Postrzyżyny
i oczywiście nie może zabraknąć przepisu na: Rurki z kremem.

Do zakupu tej książki przekonał mnie jednak przepis, będący "daleką" wariacją kolacji u Salinów w Gepardzie Lampedusy, na

Makaron z kurzymi wątróbkami 

Składniki:
40 dag drobiowej wątróbki
1/2 szkl. śmietany 18%
1 łyżka masła
2 ząbki czosnku
2 cebule
1/2 szkl. czerwonego słodkiego wina (np. Marsali)
2 łodygi selera
sól, pieprz, oliwa
makaron tagliatelle

Wykonanie:
Rozgrzać oliwę na patelni, wrzucić oczyszczone i drobno pokrojone wątróbki. Jak się zarumienią, zdjąć z patelni, odstawić. Na tę patelnię wrzucić drobno pokrojone cebule i seler - zeszklić i dodać czosnek i masło. Podlać winem i odparować prawie w całości. Wrzucić wątróbki, podsmażyć. Wlać śmietanę i chwilę redukować.
Sos wymieszać z makaronem tagliatelle.

I co? Nie warto spróbować? ;)


Cała książka to zbiór błyskotliwych felietonów o kuchni w literaturze, które pojawiały się w 2009 r. na łamach Dwutygodnika i na pewno jest to jedna z lepszych (jeśli nie najlepszych) pozycji książkowych na jesień.
Ja zamierzam ją konsumować długo i ze smakiem...

2013/09/05

Sezon na słoiki

Kapusta kapustą, a u mnie, jak co roku o tej porze, półka" "spiżarka" zaczyna powoli uginać się pod ciężarem słoików i słoiczków.
Sezon był mocno ogórkowy, więc pozwoliłam sobie zrobić aż 3 rodzaje - kiszone, w zalewie musztardowej
i sałatkę z curry.
Nie mogę zapomnieć też o truskawkach, których co prawda było mniej, ale udało mi się zamknąć je w tradycyjnym dżemie, marmoladzie truskawkowo-czekoladowej (nowość w mojej kuchni!) i nalewce - która już dojrzewa, by zaskoczyć swoim smakiem w Wigilię.
Skoro już przy nalewkach jesteśmy, na zimę gotowa będzie także czereśniówka - zwana też likierem czereśniowym, bo jest słodka i gęsta jak prawdziwy, babciny likier.
A.... wracając jeszcze do dżemów, w tym roku po raz pierwszy pojawił się w słoiku ananas! Izoo, próbowałaś?
Ananas początkowo miał być w kompozycji z truskawkami i wanilią, ale truskawki niestety skończyły się szybciej niż przypuszczałam. Został więc sam - w postaci dżemu ananasowego wyszedł całkiem znośnie - w sam raz do naleśników i niedzielnych omletów na słodko.

Jest tego tyle, że powoli zaczęłam wynosić je do piwnicy...
M. mi nie pomaga przywożąc jeszcze butelki z sokiem malinowym i porzeczkowym "od Mamy".

I żeby tego było mało, w sobotę wróciłam z Placu Imbramowskiego z koszyczkiem jagód - bo nie wyobrażam sobie zimy bez jagód w syropie.


Smakują świetnie z serkiem homogenizowanym waniliowym, twarożkiem z naleśnikami lub po prostu z jogurtem naturalnym i musli.


Wykonanie jest dziecinnie proste:
Do wyparzonych słoiczków wsypuję jagody i zasypuję je cukrem ("na oko" - na mały 150 ml słoiczek daję
ok 3-4 łyżeczek cukru), a potem pasteryzuję przez 7-10 min., by zakrętki mocno złapały. I tyle!

...albo - aż tyle.

2013/09/02

Kulinarny fotoblog... czy aby na pewno?

Izoo, ile podjeść robiłaś do bloga? ile razy obiecywałaś sobie, jutro to już na pewno zrobię wpis?
Ja mnóstwo! I za każdym razem, gdy coś pichcę, chwytam za aparat z nadzieją "z tego na pewno będzie materiał na wpis". I dupa! guzik!

I chyba dlatego mój ostatni wpis był rok temu, tuż przed przeprowadzką do nowego mieszkania. Były plany na sesję kuchenną, sesję balkonową, sesję świąteczną - bożonarodzeniową i wielkanocną... Plan był na każdy sezon, na kwiaty balkonowe, na nowe szczepki, nowe warzywa wprost z doniczki. I co z tego wyszło?
Nie wiem jak Ty, ale ja mam wyrzuty sumienia - okrutne wyrzuty sumienia.

Może w zimie się uda..? Wierzysz w to?

Na pewno pozwolę sobie na małą zmianę formuły, bo chyba coraz mniej siedzę w kuchni, a moje zainteresowania (i wiem, że Twoje też!) nieco się rozrosły. Będzie mniej "kulinarnie" i mniej "foto". Właśnie tak.

Obecnie jestem na etapie poszukiwania stylizacji na ogród zimowy (no może balkon zimowy...) :) Balkon w wersji letniej już za mną - w ostatnią sobotę pozbyłam się krzaczków pomidorowych; wyschniętej tui, która się nie przyjęła; lawendy, która chyba nie polubiła warunków, jakie jej zapewniałam; kocanki, która była piękna, dopóki nie wyjechałam na wakacje i parę innych sezonowych roślinek...
Więcej o tym w następnych wpisach.

Jak chęci dopiszą, to i ja napiszę... :)

2013/09/01

Co z tą kapustą?

Izoo! Kolesław?!
Myślałam, że stać Cię na coś więcej? ;)
Choć w sumie, muszę przynać - zaskoczyłaś mnie. Co prawda spodziewałam się jakiejś tarty... może jakichś nowych przetworów... A tu kolesław! taki pospolity kolesław... 
A wiesz, że ja zawsze myślałam, że się pisze - colesław? :)
Sama wikipedia podaje, że nazwa surówki pochodzi z języka niderlandzkiego od słowa koolsla, które jest skrótem koolsalade (surówka z kapusty).

Ale do rzeczy.
Z czym mi się kojarzy kapusta? Z gołąbkami (trafiłaś w sedno!), bo tylko przy gołąbkach kapusta daje mi w kość. Zawsze się przy niej umorduję, poparzę palce, ochlapię całą kuchnię... Ale gra jest warta zachodu.
Mówiąc szczerze - smaka mi zrobiłaś pisząc o kapuście, bo teraz będą mi po głowie chodzić gołąbki... Takie z młodej kapusty... O takie:



Kolesław Kolesławem, ale i tak najbardziej niedoceniana jest czerwona kapusta, stara poczciwa "modro kapusto". Rzadko kiedy pojawia się na blogach w postaci wykwintnych surówek czy farszów.
Chyba w przyszły weekend zrobię. Jadę do GL to będzie jak znalazł na rodzinny niedzielny obiad. Jak zawsze w dwóch wersjach, na ciepło z ocetem i cebulką oraz na zimno - z majonezem! 

A co z tymi burgerami?! Dawaj przepis na mięso, bo mnie też do burgerów ciągnie, tylko szukam sposobu, by ostatecznie nie wyszła z tego bułka z mielonym. 
Czekam....

2012/03/03

Parę słów o sushi

Jest weekend. Jest czas na przygotowanie sushi.
Mimo że Krakowie jest coraz więcej sushi-barów i restauracji, wolę przygotować sama - zgodnie z zasadą "wiem co jem".
Przygotowanie sushi jest dość czasochłonne i wydaje się być skomplikowane, ale - przyznaję się - ja idę trochę na łatwiznę. Najwięcej zabawy jest przy sumeshi, czyli ryżu do sushi.

Przygotowanie ryżu:
- podstawa: ryż mus być dobrze wypłukany, wodę przelewam kilkakrotnie, dopóki nie będzie klarowna.
- gotowanie: na 1 szklankę ryżu przypada 1,2 szklanki wody; gotuję pod przykryciem do momentu wrzenia, a potem ok 10 min. na minimalnym ogniu; po zdjęciu ryżu z ognia trzymam go kilka minut pod przykryciem - podobno wtedy lepiej dojrzewa;
- ocet do sushi: podobno idealnie przygotowanie sushi zawiera mieszankę octu (1/2 szklanki), cukru (1/4 szklanki) i soli (1/2 łyżeczki), ale ja dodaję sam ocet w proporcji 3 łyżeczki octu na 1 szklankę gotowanego ryżu. I to też wystarczy.
Ocet dodaje się by ryż nie pochłaniał wilgoci, ryż musi być trochę lepki, ale nie "ciapowaty" czy "gumowaty".

Ryż robię "na oko". Nie używam handai - drewnianego naczynia do sushi, nie mam też uchiwa - wachlarza do studzenia ryżu, ani tym bardziej shamoji - płaskiej łyżki z drewna bambusowego do mieszania ryżu.
Moje główne narzędzie- ostry nóż do krojenia.

Składniki:
Oprócz przygotowanego wcześniej ryżu, po ręką mam:
- 2-3 arkusze prażonych wodorostów yaki-nori
- płaty wędzonego łososia
- paluszki krabowe surimi
- serek philadelphia (naturalny)
- majonez
- ogórek
- awokado
- czerwona papryka
to wszystko pokrojone w długie, cienkie paseczki.
- jako dodatek: coś zielonego (pietruszka, szczypiorek)
- czarny sezam
I jeszcze podstawa przy jedzeniu sushi:
- wasabi (pasta lub proszek)
- marynowany imbir
- sos sojowy.


Zwijanie maki-sushi to cała zabawa.
Na macie bambusowej (sudare) kładę arkusz prażonych yaki-nori i nakładam ryż (uwaga: lepiej się nakłada jeśli palce wcześniej zmoczy się w wodzie z octem). Gdy liść nori jest w całości pokryty ryżem, wzdłuż jednego z boków smaruję serek philadelphia i nakładam paski ogórka, awokado, surimi, łososia, trochę papryki (ilość i rodzaj składników traktuję w pełni dowolnie - daję to na co mam ochotę). Ważne jest by ilość składników była na tyle rozsądnie dodana, by zwinięcie liści nori nie było kłopotliwe.
Mata bambusowa przy zwijaniu maki-sushi jest niezastąpiona. Roluję matę tak, aby yaki-nori owinęło się wokół ryżu ryżu i nadzienia.
Potem kroję na małe kawałki (ok 1,5-2 cm)


Do kompletu też przygotowuję zawsze ura-maki-sushi - czyli sushi z liśćmi wodorostów do wewnątrz.
Ryż, ułożony na arkuszach nori, podsypuję czarnym sezamem lub posiekaną pietruszką (tak wiem - to mało japoński akcent, ale bardzo ładnie wygląda), a następnie przykrywam folią i delikatnie obracam na drugą stronę. Potem - jak leci: trochę majonezu lub serka, ryby i pozostałe składniki. Zwijam ostrożnie, by wszystko dobrze się skleiło. Potem kroję na małe kawałki (ok 1,5-2 cm).


Przygotowanie sushi sprawia ogromną frajdę... Polecam zwłaszcza na weekend, kiedy jest trochę wolnego czasu na taką zabawę. Idealnie jest jeśli wpadnie grupa znajomych, a w ręce będzie Choya - słodkie wino z zielonej śliwki ume...
O ulubionych trunkach napiszę innym razem!

2012/02/16

Faworki na prosto...


- czyli gdzie zniknęły wszystkie radełka!?

Tak - w Krakowie, tydzień przed tłustym czwartkiem nigdzie nie można kupić radełka.
Nigdy nie przypuszczałam, że będzie to dla mnie aż tak wielkim wyzywaniem. Niestety poległam na polu walki. Zawiódł mnie kleparz (stary i nowy), azorowy Lewiatan i Polo (do którego poszłam specjalnie po to jeb.... radełko!), Real, Carrefour (nie lubię złodziei, ale co tam - "potrzebne mi radełko!"). Idę dalej.  Jest DUKA! "Wydam pół wypłaty" - pomyślałam, "ale nie ważne! Pierwszy raz robię faworki, to chociaż  niech dobrze wyglądają." Qrwa nie ma! Trochę dalej, trochę drożej - Megapunkt. Niestety, trzy rodzaje noży do pizzy, a radełka nie ma! Dzień jednak nie był do końca stracony, bo z Galerii wyszłam z nowiuśkim wałkiem!

Poddałam się w poszukiwaniu radełka, by jeszcze przed 21. wrócić do domu, do kuchni... do faworków!

Zanim zaczęłam, porównałam kilka przepisów. Miałam wrażenie, że wszystkie są identyczne - różnica tylko i wyłącznie w ilości jaj (a w zasadzie w ilości żółtek) i sposobie smażenia - smalec lub olej.

Składniki:
0,5 kg mąki
4 łyżki śmietany
6 żółtek
2 łyżki cukru pudru
4 łyżki spirytusu
5 dag masła
4 łyżki wody
1 litr oleju

Mąkę przesiałam przez sito, by nabrała powietrza i lekkości; dodałam żółtka, cukier, śmietanę, rozpuszczone chłodne masło. Zamieszałam i dolałam spirytusu - cały kliszek, by faworki przy smażeniu dużo tłuszczu nie chłonęły.
Po 10 minutach zagniatania uznałam, że to jeszcze nie koniec - jeśli ciasto ma być fajnie związane musi być dobrze wyrobione. I napowietrzone - przez solidne ubijanie.
Ostatecznie ciasto wylądowało na godzinę w lodówce, a moje dłonie mogły w końcu odpocząć.

Faworki są tym smaczniejsze, im mają cieńsze ciasto - dobrze rozwałkowane, pokrojone na wąskie paski - ok. 3 cm szerokości i 10 cm długości. {W zawijaniu faworków, zawsze byłam dobra. Jak mama robiła faworki, to przeciąganie ciasta przez naciętą dziurkę, było moim ulubionym zajęciem....}

Zawinięte faworki smażyłam na oleju, dobrze rozgrzanym w rondlu z dużym dnem. Po 2 partii faworków, dobrze jest zmienić olej, bo się przypala i zmienia smak. Usmażone faworki odsączałam papierowym ręcznikiem. Taki ręcznik przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy ma się w domu nienażartego drapieżnika, polującego na wszystko co ładnie pachnie.

Gdy faworki ostygły przyprószyłam je cukrem pudrem.





Nie będę skromna. Fawory wyszły pycha!
No może mogły być jeszcze bardziej kruche, ale... już się trochę czepiam.

2012/02/07

Już pora...

Zawijamy rękawy i ruszamy z nowymi smakami w wersji Cuisinki 2.0
Czy będziemy miały wystarczająco dużo silnej woli...? czasu...? chęci....? inspiracji....?
Nie wiem.

W nowej wersji oprócz przepisów i równie smacznych zdjęć - tych z kuchni i z podróży, pojawiać się będą inspiracje wnętrzarskie, gadżety, wyszukane artykuły i ulubione książki. Jednym słowem wszystko co lubimy i czego potrzebujemy, by przeżyć kolejny dzień za biurkiem.

Od czego zacząć?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...